Archiwum
Zakładki:
Napisz do joela
RSS
piątek, 10 grudnia 2004
radio
obudziłem się rano i pijąc kawę włączyłem radio. chris o poranku, tak się nazywała audycja. jak się można łatwo domyślić, prowadził ją chris. po informacjach o zagubionym psie i wyprzedaży używanych pił łańcuchowych u niejakiego cholera wie kogo (przecież nie zamierzam zaprzątać sobie pamięci imionami mieszkających w okolicy drwali) chris zaczął czytać wiersze emily dickinson. piszę o tym, bo przypomniałem sobie cudowne spacery z moją ukochaną, gdy mieliśmy po 17 lat, chodziliśmy w słońcu po parku lub chowaliśmy się przed deszczem w jakiejś kafejce i ona godzinami cytowała mi dickinson... pieprzona alaska! to już tak źle ze mną, ze rozmarzam się o czasach college'u? w kafejkach... jak ja bym chciał wypić tu dobrą kawę!!! no dość tego, koniec narzekania, fleishman, bądź mężczyzną, przyjmij wyrok z twarzą. ale wiem, że chociaż w tutejszym radiu znalazł się człowiek dorastający do mojego poziomu inteligencji. jutro wieczorem zaczyna się weekend. to będą dwa trudne dni. dwa dni, które muszę zapełnić, jak salomon nalewając z niczego. chyba to prześpię. dobranoc.
01:00, joelfleishman
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 grudnia 2004
13-godzinny poród
okazało się dziś, że w tej dziurze można się nie nudzić. obudziłem się dziś z perspektywą skazania na piekło pracoholików, którzy miotają się pomiędzy kotłami ze smołą nie mając nic do robienia (brr, co za koszmar!). rano przyjechał maurice i zawiózł mnie do gabinetu. tzn. do czegoś, co nie mogło mi się przyśnić w najgorszych snach w czasie najtrudniejszej sesji, że mogłoby kiedyś być moim gabinetem. okazało się, że mam pielęniarkę - asystentkę. bardzo... opowiem o marilyn innym razem, bo padam na twarz, więc szybko: miałem dziś jedną pacjentkę. bagatelka, poród. jakies 2000 km od cicely. bez powikłań, jeśli chodzi o poród - trwał około 15 minut i, jesli chodzi o mnie, sprowadził się do zbadania matki i dziecka, które urodziło się, gdy ja pędziłem samochodem, wieziony przez przyszłego/obecnego ojca, przez jakąś głuszę prowadząc seans psychoterapii dla kogoś, kto był bardziej rozstrojony nerwowo ode mnie. ja jestem internistą, a nie jakimś do cholery jasnej psychoterapeutą dla drwali z powikłaniami funkcji ojcowskiej!!! teraz mi się będzie śniło, że jadę po syberyjskich bezdrożach szukając mojego nowego yorku.
00:54, joelfleishman
Link Komentarze (1) »
środa, 08 grudnia 2004
jak ja tu trafiłem?
więc jak ja tu trafiłem? przez nieuwagę. przez jakąś piramidalną pomyłkę - przez kontrakt niewolniczy, który nieopatrznie i głupio zawarłem z mauricem. oczywiscie zawierając go nie wiedziałem, że chodzi o maurice'a. ale przyczyny są nieważne, to skutki mnie przerażają. jestem skazany na 4 (słownie: cztery) lata w tej dziurze. nie będę się nad sobą użalał. może uda mi się wcześniej stąd wyrwać, a nawet jeśli nie, to jakoś to przeżyję. kiedyś ludzie byli zsyłani na 30 lat na galery - mnie czekają teraz tylko cztery lata w dziurze gdzieś na końcu świata. to granica cywilizacji - granica, ale jednak cywilizacji. mają tu telefony, odbieram telewizję, nie ma pola golfowego, ale jest bilard w jedynym barze w promieniu 750 kilometrów. poradzę sobie. nie będę panikował. obłożę się książkami (sprowadzonymi z księgarni odległej o 5000km) i zrobię doktorat. zapiszę się do klubu korespondencyjnego lekarzy zesłanych na syberię ('cześć, co u ciebie, bo ja nie dostawałem poczty od dwóch miesięcy - listonosz nie dojechał, ponieważ w mojej okolicy białe niedźwiedzie opanowały wszystkie drogi). kupię sobie teleskop i zostanę astronomem. albo alkoholikiem. może nie będzie tak źle, może jest tu jeszcze ktoś zesłany, tak jak ja... nie, w to nie uwierzę. tylko ja mogłem mieć takiego pecha. chociaż radio rano jest ciekawe.
00:39, joelfleishman
Link Komentarze (4) »